Nie będzie azylu na ul. Narutowicza. Za mało potrąceń
Po raz kolejny wracamy do przejścia dla pieszych przy ulicy Narutowicza na wysokości Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Radomiu. W dalszym ciągu brakuje tam azylu dla pieszych a kierowcy rzadko ustępują pierwszeństwa pieszym.
Kilka lat temu drogowcy zamontowali dwie wysepki, czyli azyle na wysokości KRUS-u. To jednak zdaniem naszych czytelników za mało. – To przejście też jest niebezpieczne, każdy przechodzi tędy z duszą na ramieniu – mówią piesi.
JEDNO POTRĄCENIE TO ZA MAŁO
W sprawę włączyło się także Bractwo Rowerowe, które wnioskowało do Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji w Radomiu o zamontowanie tam azylu. - Jedyne co tam zostało zrobione to pomalowano przejście na czerwono – mówi Sebastian Pawłowski, kanclerz Bractwa Rowerowego. – To jednak nie przyniosło oczekiwanego skutku, bo w marcu została tam potrącona osoba. A drogowcy wciąż twierdzą, że jest tam bezpiecznie.
W odpowiedzi na wniosek bractwa Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji w Radomiu wyjaśnia, że przy zachowaniu względów bezpieczeństwa i stosując się do przepisów Prawa o Ruchu Drogowym, dostrzegalność i widoczność w rejonie przejścia jest wystarczająca.
- W chwili obecnej wydzielenie z jezdni powierzchni azylu o szerokości minimum 2 metry wiązałoby się z zawężeniem pasów ruchu poprzez korektę oznakowania poziomego (co jest niepożądane) lub poszerzeniem jezdni poprzez korektę geometrii – czytamy w piśmie.
Jak dodał Dariusz Dębski, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji w Radomiu na wysokości siedziby KRUS-u jezdnia ma inną geometrię, więc zamontowanie azylu w tym miejscu nie wymagało dodatkowych prac.
BĘDĄ WALCZYĆ DALEJ
Członkowie bractwa oraz piesi są oburzeni. – Skoro mogli wybudować azyle koło KRUS-u to dlaczego tu jest to niemożliwe – pytają. – Zresztą rzadko, który kierowca jedzie tu przepisowe 50 kilometrów na godzinę. Żeby przejść na drugą stronę trzeba wymusić pierwszeństwo a to różnie się może skończyć.
Sprawa jest o tyle pilna, że z przejścia codziennie korzystają uczniowie liceum na Plantach oraz matki odprowadzające dzieci do pobliskiego przedszkola. – Zresztą powstaje tu też stadion i ruch tam się jeszcze zwiększy – dodaje Sebastian Pawłowski. – Nie rozumiem polityki drogowców. Zamiast zapobiegać ewentualnym potrąceniom to czekają aż dojdzie do nieszczęścia, żeby wreszcie zareagować. Na pewno będziemy walczyć dalej/
Czy pomalowanie przejść na czerwono zdaje egzamin?
Sebastian Pawłowski, kanclerz Bractwa Rowerowego: - Niekoniecznie. Warto również zwrócić uwagę na to jak kierowcy widzą pomalowane na czerwono przejścia. Sam postanowiłem to sprawdzić i robiłem zdjęcia z samochodu. Czerwonej farby prawie wcale nie widać. Widzą ją tylko piesi co daje im złudne poczucie bezpieczeństwa.
Dariusz Dębski, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji w Radomiu: - Wymalowanie na czerwono przejścia przy siedzibie MOSiR-u i zamontowanie znaków D-6 na folii fluorescencyjnej znacząco poprawiło bezpieczeństwo pieszych. Od tamtej pory odnotowano tam tylko jedno zdarzenie.
Żródło: Ewelina Witkowska, Echo Dnia